RPA – bezpieczeństwo

Problem braku bezpieczeństwa w Johannesburgu nie jest czymś nowym. Już pod koniec ery apartheidu powszechne były napady z bronią w ręku, kradzieże i zabójstwa. Władze nie chciały jednak dostrzec realnego zagrożenia. Mówiono, że przemoc to tylko problem townshipów, zamieszkiwanych przez czarną społeczność. Statystyki były notorycznie zaniżane.
Po wydarzeniach w Rodezji i poluzowaniu więzów apartheidowskiej doktryny, biali zaczęli rozumieć, że wkrótce problem przeniesie się do dzielnic w centrum miasta. I mieli rację.
Popularne okolice, takie jak Hillbrow, Berea stały się miejscem, gdzie zaczęła się rodzic nowa, ciemna rzeczywistość „złotego miasta”.
Obecnie Johannesburg jest miastem o jednym z największych stopni przestępczości na świecie. Co rok na terenie Johannesburga ginie kilkaset osób. Notuje się blisko 30 tysięcy rozbojów, a blisko 1,5 tysiąca kobiet pada ofiarą gwałtów.
Statystyki te mówią same za siebie. Co zatem jest przyczyną tak dużej skali przestępczości? Wydaje się, że największą rolę odgrywa tutaj rozwarstwienie społeczne.
RPA jest drugie na świecie pod względem przepaści majątkowej. Jeszcze niedawno zaledwie 5% społeczeństwa było w posiadaniu 88% całego bogactwa kraju.
W Johannesburgu 7% obywateli posiada 40% majątku miasta.
Ogromna bieda wśród czarnej społeczności, wciąż kulejące szkolnictwo i problem nielegalnych imigrantów, których według nieoficjalnych źródeł jest aż 5 milionów, to podstawy przestępczości w Johannesburgu.

Gdy w 1994 roku w RPA zapanowała demokracja, nikt nie spodziewał się, że transformacja przejdzie tak gładko. Prawicowe burskie bojówki, przepowiadały rychły koniec potęgi państwa w regionie, za przykład podając wydarzenia z sąsiedniej Rodezji. Pomimo początkowej fali ataków na farmy, nic takiego nie miało miejsca. Gospodarka wytrzymała transformację i obecnie jest dużo mocniejsza niż jeszcze dwadzieścia lat temu.
Szansa na dobrobyt przyciągnęła do miast ogromną ilość ludności wiejskiej. Pozbawieni jakiegokolwiek wykształcenia, mieli marne szanse na znalezienie pracy w Gautengu. W budowanych przez nich Squatter Camps(po prostu slumsy), nie było ani tradycji, ani kultury. Lukę po nich zastępowała najczęściej przemoc. Zejść na złą drogę było łatwo, bo broń w RPA jest na wyciągnięcie ręki. Zakończenie wojen w Angoli i Mozambiku spowodowało napływ potężnej ilości pistoletów. Używa się ich do najmniejszych kradzieży. Warto dodać, że rok po zakończeniu apartheidu, w kraju znajdowały się aż 3 miliony sztuk zarejestrowanej broni. Ile było nielegalnej?
Kolejnym problemem okazali się nielegalni imigranci. RPA zawsze była rajem dla obywateli z państw ościennych i nie tylko. Pomimo ogromnego rozwarstwienia społecznego, średni Południowoafrykańczyk jest aż o 36 razy bogatszy od przeciętnego Mozambijczyka. Nie ma się więc co dziwić, że już w erze apartheidu setki tysięcy nielegalnych imigrantów ryzykowało życie, by przedostać się przez druty pod napięciem, strzegące granicy RPA.

Południowoafrykańska rzeczywistość nie była jednak rajem. W mgnieniu oka zaczęły powstawać tekturowe osiedla, w których nie było żadnych perspektyw. Jednym z takich miejsc jest obecnie Diepsloot.
W strasznych warunkach zamieszkuje tam około 150 tysięcy ludzi. 73 procent z nich żyje poniżej progu ubóstwa.
Brak pracy to widok taki sam, jak człowiek posiadający broń(50% procentowe bezrobocie). Użycie jej jest często jedynym sposobem by przetrwać.”Napady zdarzają się rano i wieczorem. To są źli ludzie” – tłumaczy mieszkaniec, który postanowił wydać wojnę bandytom. W Diepsloot zaatakować może każdy i o każdej porze. Są nawet grupy ludzi, którzy działają na zlecenie.
Co na to prawi mieszkańcy?: „Co my możemy zrobić w tej sytuacji? Dacie nam jakiś plan? Policja jest fatalna. Co z tego, że przejeżdża tymi drogami, skoro napady zdarzają się w zaułkach? Nawet, gdy przyjadą, nigdy nie wracają. Dlatego jak widząc zbrodnię, mogę stać obojętny, bo sprzeciw i tak nic nie da”.
Ludzie nie ufają policji. W townshipie Alexandra miejscowi stworzyli własną straż. Tamtejsza społeczność wierzy w ich skuteczność. W zamian, mężczyźni rozbrajają bandytów i zaprowadzają jako taki spokój w tej części aglomeracji Johannesburga.

Znacznie gorzej sprawy mają się w centrum miasta. Dzielnica Hillbrow niegdyś była domem wyłącznie dla białych. Betonowe wieżowce to idealna opcja dla obywateli średniej klasy. Po rozpadzie apartheidu, Hillbrow szybko upatrzyli sobie cudzoziemcy, z Nigeryjczykami na czele. Białych mieszkańców szybko zaczęło ubywać. Przybywało natomiast lokalnych cwaniaków i nielegalnych imigrantów, którym zdarza się zajmować pustostany – bez wody i prądu. Z roku na rok budynki marnieją. Niegdyś zadbane klatki schodowe, teraz odpychają brudem i swądem. Powybijane szyby i tony śmieci to codzienność. Kwitnie działalność przestępcza – napady oraz handel narkotykami. Ludzie nie mają tam dosłownie nic. Wszystkie pieniądze wydali na opłacenie przemytników i zapewnienie sobie dachu nad głową. W takich mieszkaniach, przypominających nory, najczęściej dominuje mrok, bród i karaluchy. Nieczystości wylewane są do studzienek – jak w średniowieczu. By zapewnić sobie byt, muszą zejść na złą drogę. „Południowa Afryka jest marzeniem ale kiedy tu przyjeżdżamy, wszyscy obwiniają nas o przestępczość.” – mówi jeden imigrantów.

W celu ratowania Hillbrow powstała firma o nazwie Bad Boyz. Jej zadaniem jest ochranianie mieszkań, które są potencjalnym celem do nielegalnego przywłaszczenia przez gangi.
Nielegalne zajmowanie mieszkań jest bardzo powszechne w tej części Johannesburga. Często zdarza się, że przez kilka miesięcy obywatel wynajmuje lokal, po czym dowiaduje się, że przebywał w nim bezprawnie, bo agent, któremu płacił, był zwykłym oszustem. Inne lokale wykorzystywane są jako schronienia dla nielegalnych imigrantów. Działalność Bad Boyz pozytywnie ocenia jeden z miejscowych watażków: „ Jeśli zapytacie mnie, co myślę na ich temat, odpowiem, że robią dobrą robotę. Przestępczość nie jest tu już tak bardzo powszechna, co znaczy, że idzie ku lepszemu”.

W przeciwieństwie do policji, Bad Boyz darzeni są respektem. Pytani o to, czy nie boją się, odpowiedzi ze strony bandytów, odpowiadają: „Nie boimy się, bo potrafimy walczyć. Nie szukamy zaczepki, ale jeśli ktoś prowokuje, nie pozostajemy mu dłużni”. Każdy Bad Boy jest sporej postury i ma przy sobie broń. Nie są jednak negatywnie nastawieni do przestępczego świadka. Rozumieją handlarzy narkotyków i nie widzą sensu zamykania jednego Nigeryjczyka, skoro w okolicy jest ich około pięciu tysięcy. Być może dzięki temu, zdołali się zasymilować z lokalną społecznością i będąc traktowani jak swoi, odnoszą sukcesy w tym, co robią. Jeszcze w 2002 roku liczba zabójstw w Hillbrow wyniosła 210. Trzy lata później było ich aż o 70 mniej. Podobnie sprawy mają się w przypadku napadów rabunkowych. W ciągu trzech lat ich natężenie spadło z odnotowanych 2 323 do „zaledwie” 1 982.

Hillbrow to jednak dzielnica z potężnym potencjałem. Środek miasta i przepiękne widoki kwitnących fioletowych kwiatów drzew, których jest tu bez liku. Władze miasta podjęły się rewitalizacji okolicy. Na razie wyremontowano jeden wieżowiec o nazwie „Dudley Heights”. Gruntownie wyczyszczony, przypomina teraz swoje najlepsze czasy. Mieszkańcy mogą cieszyć się z przyzwoitych mieszkań, sprawnych i schludnych wind oraz ochrony, która strzeże wejścia do budynku.

Świetne wyniki notuje również najsłynniejsza firma ochroniarska – Mapogo. W rzeczywistości jest to nieoficjalna policja. Wielce kontrowersyjna, lecz odnosząca zamierzone rezultaty. Jej sposób na działanie oparty jest na przemocy. Złapany – nie ważne co zrobił – otrzymuje potężną dawkę batów. Używa się do tego tradycyjnego bicza, zwanego sjambok. Praktyki te są nielegalne. Właściciel, William, ma już za to wyrok w zawieszeniu. „Ustawianiem” przestępców zajmuje się obecnie całe grono przygotowanych do tego funkcjonariuszy. W odróżnieniu od Bad Boyz, Mapogo nie oddaje oprychów policji. Mogliby opowiedzieć o tym, co ich spotkało w ośrodku, a wtedy firma miałaby ogromne kłopoty. Już teraz musi „wspomagać” finansowo policję, by ta a nie przyszła i nie nakazała zamknięcia interesu. Jakie podstawy ma takie traktowanie złapanych? „Oni muszą dostać lekcje, bo wtedy powiedzą swoim kolegom, by omijali to miejsce” – tłumaczy właściciel. Co by zrobiła w takiej samej sytuacji policja? „ Daliby im 20, 30 randów za rogiem i wróciliby w to samo miejsce. Teraz jednak zabraliby dużo więcej, bo wiedzą, że człowiek nie ma już wyjścia. Można budować mury. Oni i tak przez nie przejdą. I na drugi dzień wrócisz do Mapogo po pomoc” – kończy przekonany o swojej racji. Co na to korzystający z usług? „Trochę to kosztuje, ale jakbym miał stracić dziesięć sztuk bydła, to cena jest i tak niska. Od kiedy Mapogo strzeże mojej farmy, oprychy trzymają się z daleka. Wcześniej były z tym problemy” – opowiada jeden z klientów.

Dodatkowym problemem wydaje się być brak bezpieczeństwa na miejskich drogach. Uprowadzanie samochodów to codzienność. Rokrocznie bandyci dopuszczają się ponad 2 tysięcy takich przestępstw. Tutaj niestety mieszkańcy nie mogą wspomóc się firmą ochroniarską. Wydaje się zresztą, że na nic by się to zdało. Ewentualna odmowa zatrzymania i dobrowolnego oddania pojazdu, spowodowałaby strzelaninę w środku miasta. Kierowca byłby bez szans.
Niestety w Johannesburgu alternatyw brak. Nie ma regularnej linii autobusów, a pociągi są też nie są bezpieczne. Na taksówki i busiki nikt się nie zdecyduje ze względu na brawurę kierowców i częste wojny między korporacjami. Ostatnio do ruchu włączona została podziemna linia szybkich kolejek – Gautrain, więc sytuacja zaczyna się zmieniać. Stosunkowo drogie bilety mają odstraszyć potencjalnych kieszonkowców i dać możliwość komfortowej jazdy przez niemal cały Gauteng.

Ale Johannesburg to również dzielnice przyjazne dla człowieka. Wbrew pozorom, wcale nie trudno je znaleźć. Do bezpiecznych okolic na pewno zaliczyć trzeba dzielnice takie jak np. Rosebank, Sandton, Keningstone, Kilarney.
Sytuacja w Johannesburgu ulega znacznej poprawie. I choć wciąż liczba morderstw, gwałtów i napadów z bronią w ręku przekraczają światowe normy, to powoli widać efekty pracy wyspecjalizowanych grup, które sprawiają, że życie w największym mieście RPA przestaje być kojarzone z budowaniem domowych twierdz.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *